22 marca 2024 Michał 28Comment

  • galeria końcowa (model jest w trakcie budowy)

Ahoj!

Zgodnie z zapowiedzią w krótkim podsumowaniu mojego modelarskiego roku z 2022 r, (znajdującego się tutaj), rozpoczynam relację z budowy modelu niszczyciela z PMW z okresu II WŚ – ORP Garland. Myślę, że jako w wątku modelarskim nie będę przedstawiał tu historii na temat tej jednostki, dlatego skupię się wyłącznie na sprawozdaniu z budowy. Planując rok 2023 r., mam nadzieję, że model powstanie w ciągu nie dłuższym niż 6 miesięcy, ale wszystko zależy od czasu, którym dysponuję. 

Model jak zwykle będzie klejony w klasie standard. Zmiany które chcę wnieść mają na celu jedynie uplastycznienie, ale bez nadmiernej przesady w szczegóły. Chcę, żeby model dał przyjemność ze sklejania, a liczba zmian ograniczała się do minimum. Przewiduję:

Moje zmiany i dodatki: (aktualizacja: 08.01.2023 r.)

  1. Wykonanie imitacji bulajów burtowych i w nadbudówkach
  2. Wykonanie poziomych poręczy w nadbudówkach, które w opracowaniu są nadrukowane
  3. Ekrany „Kenta” w przednich szybach nadbudówki
  4. Uplastycznione odboje kotwiczne na burtach
  5. Otwarta przestrzeń w kominach
  6. Okratowanie czapy komina
  7. Przeźroczyste reflektory na nadbudówkach
  8. Inne (jak coś wpadnie mi do głowy będzie wpisane tutaj)

Błędy i braki w zeszycie ORP Garland WAK – nie merytoryczne!: (aktualizacja: 08.01.2023 r.)

  1. (jak coś wyjdzie na jaw będzie wpisane tutaj).

PORADA !! Aby obejrzeć zdjęcie w pełnej rozdzielczości poziomej 1200px wystarczy kliknąć prawym przyciskiem myszy i wybrać opcję POKAŻ.


Dziennik stoczniowy – wpis 08-sty-2023 r. (dzień 1)


W pierwszej kolejności tradycyjnie zająłem się podklejeniem arkuszy z wręgami na tekturę szarą o grubości 1mm. Istnieje komplet wycinany laserowo, ale nie lubię odbierać sobie tej przyjemności i rytuału tradycyjnego wykonania konstrukcji szkieletu z zeszytu z modelem. Myślę, że ten etap budowy nie powinien sprawiać żadnych nieścisłości, a jest na tyle przyjemny, że w krótkim czasie można zachwycać się ogólną bryłą modelu niszczyciela.

Wartym wspomnienia jest fakt, że autor projektu zastosował tu zupełnie nowy (w porównaniu z wcześniejszymi projektami m.in OORP Błyskawica, Grom, Ślązak (II), Krakowiak II) schemat łączenia elementów konstrukcyjnych szkieletu, dzięki czemu wycinanie i składanie poszczególnych części przebiegło szybciej niż zazwyczaj.

Podstawowe zmiany:

  1. Większa gęstość wręg – w porównaniu z wcześniejszym projektem np. Groma jest ich 20, o 4 więcej przy czym Garland jest krótszy o 5 cm!
  2. Dodatkowe wzmocnienie poziome w części dziobowej między wodnicą a pokładem – nie wiem jak można nazwać tą część – podpokład(?), nadwodnica(?). W teorii redukuje ona „giętkość” burt części dziobowej oraz zapadanie się poszycia burt. Do praktycznego rozwiązania dojdę w późniejszym etapie łączenia poszycia ze szkieletem.
  3. Wręgi (W-1 do W-20) są jednoczęściowe – nie trzeba ich rozcinać na wręgi części podwodnej i nawodnej, co jest chyba najlepszą zmianą na plus, dzięki czemu znacznie szybciej wycina się takie elementy bo w praktyce jest ich o połowę mniej i nie trzeba rozkładać cięcia dwóch wręg na dwa różne elementy.
  4. Wodnica – ze względu na zupełnie nowy krój wręg (W-1 do W-20) Wodnica nie jest już więcej jednym płaskim elementem, tylko podzieloną na dwie części wodnicą z nacięciami na poszczególne wręgi.
  5. Wcięcia na wręgi we wzdłużnicy są zaprojektowane na przemian – oznacza to, że wręgi wsuwa się do wzdłużnicy raz od dołu raz od góry

Zmiany, które wprowadziłem w budowie szkieletu to wgłębione wycięcia w części nawodnej wszystkich wręg na głębokość 2 mm, w miejsce których zostanie wklejone podposzycie burt z tektury 2mm. Jest to swojego rodzaju „ulepszenie” przewidzianego przez autora wcięcia na pasek podposzycia (część D-L i D-P), z którego zrezygnowałem właśnie na rzecz zastosowania takiego paska na całej części podposzycia burt części nawodnej oraz zwiększeniu jego grubości z 1mm do 2mm. Dzięki czemu liczę na uniknięcie tzw.”krowich żeber” oraz idealnego przylegania sklejek burt do podposzycia opartego o gęsto rozłożone wręgi.


Dziennik stoczniowy – wpis 12-sty-2023 r. (dzień 2)


Podobnie jak w przypadku budowy wcześniejszych kadłubów, pomocnym udogodnieniem jest tymczasowa „podstawka”. Sprawdzonym rozwiązaniem okazały się dwie oddzielne podstawki, które zrobiłem z profilowanej pianki ochronnej z polietylenu. Akurat taki materiał miałem pod ręką, ale to już efekt „modelarskiego zbieractwa”, niżeli kluczowego trzymania się standardów – materiał raczej nie odgrywa większego znaczenia, a sam wpis ma na celu pokazać koncept i metodykę.

Grubość każdej podstawki odzwierciedla długość sklejki części podwodnej liczonej od wręg nr 5 do 6 (rufa) i wręg 12 do 13 (dziób). Czujne oczy wyłapią dwie różowe kropki oznaczające położenie podstawek pod kadłubem, które znajdują się na spodzie wodnicy.  Kserokopia czterech wręg przyklejonych do tektury podpiwnej o grubości 1 mm, wcześniej odrysowane linie pionu i poziomu oraz wycięte wewnętrzne przekroje i podklejone taśmą dwustronną do „klocków” profili ochronnych.

Całość została wycięta drutem do wycinania styroduru / stryropianu, zostawiając idealnie wyprofilowany i dopasowany do danej części kadłuba element podstawki.

Oprócz podstawek udało się wyciąć i wyprofilować podposzycie burt. Tym razem chcę zrobić 2 mm podposzycie składające się z jednego paska tektury na stronę. Efektem docelowym ma być uniknięcie krowich żeber, które gruba tektura szara (2 mm) skutecznie chroni nawet przed odbijającymi się wręgami żeber (w przeciwieństwie do wcześniej używanej tektury szarej 1 mm.)

Dodatkowym (w teorii) założeniem jest usztywnienie konstrukcji podczas późniejszego etapu wklejania podposzycia części podwodnej. Paski podposzycia burt są usztywnione na sucho w kadłubie, a docelowe wklejenie nastąpi dopiero po uporaniu się z oklejaniem części dennej.


Dzięki wgłębionym wcięciom w żebrach wręg o grubość odpowiadającej grubości podposzycia (2 mm), wyżej pokazany pasek podposzycia ma objąć całą swoją wielkością żebra wręg i wodnicę od dziobu do wręgi W1 na rufie. Aby pasek podposzycia idealnie „otulał” żebra wręg, został wcześniej nasączony z dwóch stron klejem BCG oraz poddany formowaniu, czego efektem jest dopasowanie takiej sklejki względem wodnicy i żeber wręg.





Dziennik stoczniowy – wpis 14-sty-2023 r. (dzień 3)


Dobrą okazją do doboru retuszu jest zastosowanie i wybranie go w praktyce. Mam już gotowe „templatki” z różnymi barwami i odcieniami szarości, zieleni, brązu i czerwieni (do sklejek poszycia dna). Dlatego pod nożem znalazł się pokład górny i elementy wyposażenia, które wolę wkleić na tym etapie, żeby ładnie docisnąć je od spodu bez ryzyka wystąpienia nierówności.

Jak widać na górnej fotografii, pokład został „podziurkowany” na słupki relingów oraz zostały wycięte otwory na podstawę działa artylerii głównej i otwory na łańcuchy kotwic. Według planów nie ma tu żadnych mocowań ani „oczek” na liny masztów, więc przygotowanie pokładu górnego kończy wklejenie elementów z powyższego zdjęcia.

Jedyną zmianą, którą pokusiłem się w kwestii ulepszeń jest podklejona tekturą 0,5mm część 34a (podstawa działa), aby była solidnie sztywna i nie falowała się podczas oklejania jej paskiem 34c. Sama część 34a wybiega poza obrys paska 34c, ale dzięki temu udało się w miarę symetrycznie w poziomie wkleić ją „pod” pokład, a same wręgi szkieletu okrętu zostały nacięte o ~3 mm z każdej strony w taki sposób, żeby pokład swobodnie „osiadł” na szkielecie dziobowym.

Pokład został naklejony na tekturę o grubości 1 mm, a całość (tektura + klej + pokład) nie przekracza 1,2 mm tak jak informuje opis w instrukcji obsługi oraz sam dziób jest lekko podniesiony zgodnie z kątem szkieletu.


Dziennik stoczniowy – wpis 15-sty-2023 r. (dzień 4)


Pokład dolny. Wykonanie pokładu dolnego nie różniło się od metodyki wykonania pokładu górnego. Do różnic należy jedynie podklejenie dwóch części pokładu na jeden fragment tektury o gr. 1 mm, tak, żeby zachowała ona swoją „jednolitość”.

Pokład został „podziurkowany” na słupki relingów, a następnie w tekturowym podposzyciu pokładu zostały wycięte „ząbki”, w między które będą wklejone słupki relingów. 

Wykładzina przeciwpoślizgowa na rufie wzbudziła nieco więcej wątpliwości, a dokładnie delikatnie widoczne niezadrukowane pole na pokładzie na którym ma być wklejona, dlatego wewnętrzne brzegi zostały zacienione retuszem.

Postanowiłem też wykonać podstawę kominów już na tym etapie budowy, podobnie jak w przypadku pokładu dziobowego, łatwiej wkleić ten element, gdy pokład nie jest przyklejony jeszcze do szkieletu. W podstawę kominów został wklejony docięty pasek z naklejoną na tekturę 0,5 mm część 26A, w przeciwieństwie co sugeruje instrukcja (1 mm). Dzięki temu element ten nie odstaje od pokładu i nie ma widocznej białej szpary w miejscu łączenia z pokładem. W miejsca z wyciętymi dziurami osadzone będą wszelkiego rodzaju rury kominowe.

Podobne dziurki zrobiłem pod oczka, które będą mocowane od strony zadrukowanej, a następnie zalane klejem CA od strony niezadrukowanej. Są to oczka z drutu do których mocowane będzie olinowanie kominów i masztów

Mimo sygnałów na temat braku zgodności wymiarów pokładu ze szkieletem, wstępnie „przymierzony” pokład wydaje się być za krótki (~1,5 mm) mierząc go od końca szkieletu do uskoku pokładu górnego i dolnego na wzdłużnicy. Jest to niepokojący sygnał, tym bardziej, że jest to odnowione wydanie Garlanda, które teoretycznie powinno być poprawione. Być może moje obawy są zbędne, bo może to być jakiś niepoprawiony błąd w długości szkieletu, ale na wszelki wypadek zmienię nieco plan budowy i skleję najpierw ze sobą wszystkie sklejki poszycia górnego i pokładu taśmą maskującą Tamiya, po czym będę starał się dopasować (dociąć, doszlifować) szkielet pod gotową skorupę poszycia. Myślę, że gotowy, sklejony na sucho „skorupiak” rzuci nieco więcej światła na potencjalne błędy i pozwoli wykonać model w standardzie przez zapobiegawcze przygotowanie części poszycia przed ich sklejeniem na stałe. 


Dziennik stoczniowy – wpis 20-sty-2023 r. (dzień 5)


Podposzycie. Mimo niewielkich gabarytów modelu, pochyliłem się jednak nad czasochłonnym wykonaniem podposzycia z którego początkowo chciałem zrezygnować (podposzycie denne). Niezrobienie podposzycia mogłoby zaszkodzić lub nie, a wykonanie podposzycia zmienia warunek logiczny na twierdzenie, że wykonanie podposzycia nie zaszkodzi. Kierując się zatem zdrowym rozsądkiem w kierunku w nieznany dotychczas projekt Garlanda, została wykonana kolejna próba urozmaicenia metody wykonania podposzycia, które jak zawsze opiera się na wzmocnieniu z tektury o grubości 1 mm. Tym razem podposzycie burtowe dostało nieco grubszy „pancerz” i zostały wklejone odrysowane od burt paski tektury szarej o grubości 2 mm, które zostały wklejone na wcześniej docięte o ~2,25 mm wręgi, tak aby obrys podposzycia nie wystawał poza oryginalny obrys wodnicy i pokładów. Myślę, że to sprawdzona metoda, która z powodzeniem spełnia swoją rolę. Miejsca zaokrągleń zostały obustronnie nawilżone klejem BCG i odpowiednio uformowane prętem na starej podkładce do myszki.

Więcej czasu zabrało podposzycie dna. Tutaj użyłem tektury szarej o grubości 1 mm. Oklejki podposzycia dna są odrysowane od kserokopii oklejek poszycia dna z oryginalnego zeszytu z modelem oraz odpowiednio pomniejszone, tak aby każda tekturowa sklejka swobodnie „weszła” między wręgi. Wielkość pomniejszenia kopii jest różna i rozrysowana na poniższym zdjęciu.

Metoda wykonania podposzycia wklejonego między wręgi, to idealny moment na wykorzystanie ścinek tektury, którą sobie skrupulatnie zbierałem przez lata. Ścinki zostały odpowiednio docięte i wklejone na brzegi wodnicy, z 1 mm zapasem dystansu, tak aby powierzchnia podposzycia łączyła się z zewnętrznym obrysem wzdłużnicy i wodnicy.

Po wstępnych oględzinach i planowania wykonania podposzycia części dennej stwierdziłem jednak, żeby pasek podposzycia był w jednym kawałku, bo oszczędzi to sporo czasu z łączeniem poszczególnych elementów podposzycia ze szkieletem, oraz ułatwi utrzymanie odpowiedniej sztywności i symetrii całej konstrukcji. Dlatego wyciąłem we wzdłużnicy 1 mm krawędź, na której opierać się będzie środkowa oś paska podposzycia.

Same tekturowe paski podposzycia zostały obustronnie nawilżone klejem BCG, a następnie uformowane na kształt wręg, w między które będą wklejone. W czasie w którym klej penetrował tekturę, nasączałem kolejny pasek, a w momencie kiedy poprzedni był już dobrze nasączony i lekko wilgotny, formowałem jego kształt, dzięki czemu „produkcja” kolejnych sklejek szła dość sprawnie i systematycznie.

Wklejenie sklejek podposzycia było naprawdę przyjemną pracą, łączenia zostały zalane rzadkim klejem CA. Gdy doszedłem do momentu oklejenia połowy modelu, postanowiłem usztywnić konstrukcję profilami aluminiowymi, które były odpadem i zalegały w piwniczce. W obawie przed „skręcaniem się” kadłuba, całość została usztywniona i opięta gumkami recepturkami. Taką konstrukcję planowałem pozostawić na 24h do przeschnięcia i zapamiętania kształtów.

Za zbędne uznałem wykonanie podposzycia w części dziobowej i rufowej. Dlatego paski poszycia z częściami nr 18 (dziób) i nr 1, 2, 3, 4 (rufa) nie zostały wzmocnione podposzyciem. Na tym etapie budowy, podposzycie burt nie zostało jeszcze sklejone na stałe, gdyż chcę zrobić pomiary pasków poszycia z zeszytu i na sucho wymierzyć ich pasowalność.


Dziennik stoczniowy – wpis 22-sty-2023 r. (dzień 6)


Poszycie części podwodnej. Prace nad obszywaniem części podwodnej zostały rozpoczęte. Kolejne sklejki poszycia łączone są ze sobą za pomocą pasków łączących dwie sklejki, które są umieszczone w zeszycie. Są zadrukowane brunatno-czerwonym kolorem więc nie trzeba ich malować przed wklejeniem. Skromnie ze zdjęciami, bo nie dużo mogę przedstawić na dzisiejszym etapie budowy. Ale symbolicznie, żeby zachować mój harmonogram dwóch wpisów w ciągu tygodnia. Mam nadzieję, że trochę wolnego czasu w nadchodzącym tygodniu pomoże uporać się z poszyciem części podwodnej do końca i zakończyć tydzień oklejeniem całego kadłuba… bez pośpiechu.


Dziennik stoczniowy – wpis 26-sty-2023 r. (dzień 7)


Pasowanie burt i pokładu. Tym razem z obawy o dochodzące mnie uwagi spasowania burt do pokładu i oklejek poszycia części podwodnej, postanowiłem zupełnie na sucho przymierzyć wszystkie elementy poszycia. I tak dzięki zapobiegawczej decyzji „wyrosło” na światło dzienne kilka „kwiatków”, z którymi mogłem uporać się na etapie przymierzania całości do szkieletu i poszycia części podwodnej. Jako, że wpis jest akumulacją trzech dni pracy, umieszczam rezultat wstępnej przymiarki.

Pierwszego dnia zająłem się przygotowaniem sklejek burt rufowych. Rufa to krótki pasek, który łączy się z burtami do śródokręcia na wysokości pierwszego komina i dalej łączy się ze sklejkami burt dziobowych. Sklejka rufowa jest połączona ze sklejkami śródokręcia. Została nadziurkowana sztancą biopsyjną o średnicy 1 mm i nakleiłem tam paski folii do bindowania, które imitują oszklenie bulajów, a dolne czarne  krawędzie na łączeniu z poszyciem części podwodnej zostały sfazowane pilnikiem kosmetycznym, tak aby złagodzić łączenie burt i poszycie denne.

Drugiego dnia pracy zająłem się burtami dziobowymi, które zostały przygotowane w ten sam sposób co pozostałe części śródokręcia i rufy. Następnie wszystkie przygotowane elementy zostały sklejone taśmą maskującą Tamyia, tak żeby zasymulować połączenie ich wszystkich w jedną całość.

Po nałożeniu całości na szkielet w celu sprawdzenia integralności, wyszły potencjalne błędy na które warto zwrócić uwagę. Zdjęcia poniżej pokazują wszystkie wychwycone mankamenty.

Starałem się zrobić przymiarkę precyzyjnie, bo planem było obszycie kadłuba w weekend, ale nie chcę się tu spieszyć. Mam ogólny podgląd na łączenia, gdzie trzeba zwrócić uwagę, a bardziej szczegółowy opis (jeśli będzie on konieczny, gdy błędy pokazane na zdjęciach nie odzwierciedlą „sklejania na stałe”) pozostawię na kolejny wpis.


Dziennik stoczniowy – wpis 29-sty-2023 r. (dzień 8)


Burty i pokład śródokręcia i rufy zostały przyklejone do szkieletu. Ciężko rozpisywać się na tym etapie budowy, bo nie było większych trudności, zwłaszcza, gdy wcześniej całość była przymierzana wielokrotnie na sucho. Obszyty do połowy Garland prezentuje się jak na zdjęciu poniżej.

Jedynym mankamentem, który został wyłapany już na etapie przymierzania na sucho jest szpara ~1,5 mm, która musi być uzupełniona tak, aby część ze ścianą uskoku pokładów górnego i dolnego stykała się z krawędzią pokładu dolnego. Na szczęście ściana jest schowana w głąb pokładu dolnego i nie musi łączyć się precyzyjnie z górną częścią pokładu. Odpowiednio docięta jest również długość podposzycia tekturowego, która kończy się na uskoku sklejek burt, a nie uskoku na szkielecie, dzięki czemu sklejki poszycia burt będą na całej jej długości oparte o tekturowe podposzycie.

Ścianka uskoku pokładów została podklejona tekturą o grubości 1,5 mm. Nie sugerujcie się wycięciami pod tą częścią, jest to po prostu skrawek tektury z odpadów i podklejenie takim odpadkiem jest wystarczający.

Kolejne ścianki uskoku pokładów w przygotowaniu…


Dziennik stoczniowy – wpis 13-lut-2023 r. (dzień 9)


Poszycie kadłuba – błędy i wpadki. Tego wpisu mogłoby nie być, ale zakładając cel prowadzenia relacji z budowy modelu (jakim jest pamiętnik modelarski) nie trudno uniknąć wpadek. Niestety jest ich sporo. Własne błędy bolą, ale staram się wyciągać z nich lekcje, dlatego postanowiłem umieścić ten wpis, a najpewniej zacząć budowę od początku z większym naciskiem na zachowanie osi symetrii kadłuba, bo na tym poległem. Ale od początku.

Do najgorszego błędu doszło według mnie podczas naklejania podposzycia burt z 2 mm pasków tektury na szkielet. Pamiętam, że te tekturowe paski były odrysowane od burt, co było zasadniczym błędem nr 1. To spowodowało, że wodnica wygięła się w delikatny łuk, bo przecież odrysowane od sklejki tekturowe pasy były w kształcie łuku i dociągnięte do wodnicy, przez co cały kadłub się wygiął. Początkowo tego nie zauważyłem, ale podczas sklejania poszyciem części podwodnej było widać, że krawędzie sklejki części podwodnej nie chowają się pod paski poszycia burt czego efekt przedstawiam na poniższym zdjęciu.

Przy okazji tego zdjęcia, błędem nr 2 było nadmierne zeszlifowanie (fazowanie) spodu sklejki poszycia burt (wewnętrzna strona czarnego paska). Widać odciski na sklejkach części podwodnej. Ogólny błąd symetrii można łatwo wyłapać na zdjęciu całości modelu, może nie koniecznie widać to na zdjęciach, ale na żywo widać jak kadłub jest wygięty.

Kolejne zdjęcie pokazujące opisany wyżej błąd nr 2za bardzo zeszlifowane krawędzie sklejek burtowych.

Błąd nr 1 spowodował też wybrzuszenie się burt na dziobie. Wygląda to bardzo nieestetycznie i zupełnie odbiega od ukształtowania kadłuba, który był w zamyśle projektanta modelu, nie wspominając o podobieństwie do realnej jednostki.

Rykoszetem dostało się również rufie i jej podwodnej części. Tutaj raczej wskazałbym błąd nr 3 – brak staranności i mały pośpiech. Wiem, że następnym razem z takim elementem trzeba trochę posiedzieć, aby odpowiednio go ukształtować.

Na brak staranności mogę również przedstawić zdjęcie poniżej. Mimo, że ściany uskoku pokładów na śródokręciu były dorobione, gdyż oryginalne z wycinanki były za krótkie o ~ 1 mm, to nie udało mi się uniknąć konsekwencji pośpiechu i braku staranności.

Żeby nie było dość, gdy zapadła decyzja o rozpoczęciu budowy szkieletu i poszycia od nowa, zniszczyłem połowę arkusza ze sklejkami poszycia części podwodnej przez użycie do impregnacji lakieru Mr. Super Semi-Gloss. Wystąpiły białe plamy, więc jestem zmuszony zamówić kolejny zeszyt i cierpliwie czekać. Postaram się w tym czasie wykonać to co się da (wysyłka zagraniczna 2-3 tygodnie).

Jestem w stanie przyjąć falę krytyki. Nie wszystko się udaje i nie wszystko da się zrobić za pierwszym razem. Błędy uczą. Wyciągnąłem wnioski płynące z błędów i staram się zaplanować kolejne etapy przebiegu budowy. Chciałbym mimo potknięć doprowadzić rozpoczętą relację od początku do końca. A na koniec. Kilka zdjęć wyglądu całości i fragmentów kadłuba.


Dziennik stoczniowy – wpis 16-lut-2023 r. (dzień 10)


Budowa od początku. Determinacja tuż obok precyzji i cierpliwości, to jedne z cech, które warto szlifować w pasji modelarstwa. Bodźcem, który był jednym z „kopnięć w d…” jest chęć ukończenia Garlanda. Modelarski złom uświęcił mnie w przekonaniu, że potknięcie o własne błędy nie jest w stanie przesądzić o kontynuacji budowy. Plan „powrotu” zakłada wyciągnięcie ze starej budowy wszystkiego, co nie podlega błędom. Szkoda mi pokładów i szkieletu, bo włożyłem w nie sporo pracy, jednak nie da się odzyskać wszystkiego, nie popełniając tych samych błędów, dlatego na pierwszą „salwę” próba odzyskania szkieletu części podwodnej, której pracochłonność była w wykonaniu podposzycia.

Cała górna część szkieletu (ponad linię wody) została „chamsko amputowana”. Na zdjęciach powyżej widać wersję z usuniętymi sklejkami poszycia, a całość przeszlifowana w taki sposób, aby nie naruszyć obłości (usunięcie starych sklejek i fragmentów kleju). Niestety góra nie nadawała się do ponownego wykorzystania, bo właśnie ona powodowała wykrzywienie całości.

W niespełna kilka kilka godzin powstał modelarski złom.

W ten sam sposób, w który wykonałem szkielet ponad linię wody powstała góra. Tym razem podzieliłem całość na linię nawodną i podwodną, tak aby uniknąć załamania poziomej linii symetrii.

Aby uniknąć problemu „krowich żeber” nie wkleiłem pierwszych wręg na dziobie. Zastosowałem po całej linii przebiegu burt paski podposzycia o grubości 2 mm. Tym razem są wycięte prosto wzdłuż wodnicy. Oprócz podwodnej części szkieletu udało mi się „odzyskać” pokład, ale niestety amputacja wymusiła wykonanie burt od nowa. W nich również zmieniłem nieco taktykę wklejania oszklenia bulajów. Nie są to pojedyncze podłużne paski folii do bindowania, tylko wycięte kwadraciki, które nie usztywniają dodatkowo sklejek burt, uniemożliwiając ich swobodne otulanie się do kształtu burt, które w Garlandzie były nieregularne.

Całość została sklejona (burta + szkielet). Celem było uzyskanie poziomej symetrii.

Odzyskana część podwodna z podposzyciem tekturowym została zeszlifowana do takiego stopnia, że skserowane sklejki części podwodnej, które przymierzyłem do szkieletu całości chowały się co najmniej ~ 1 mm pod sklejki burt.

Na końcu stara część podwodna i nowa część nawodna szkieletu zostały ze sobą sklejone i czekają na przeschnięcie co najmniej do kolejnego wpisu : )

Myślę, że jest to najbardziej „hardcorowa” modyfikacja. Nie chciałem marnować starej pracy, a jednocześnie nie rozpoczynać modelu całkowicie o nowa pomijając błędy, które popełniłem dotychczas. Weekend = rozprawa z oklejaniem części podwodnej. Bez pośpiechu… tym razem.


Dziennik stoczniowy – wpis 19-lut-2023 r. (dzień 11)


W oczekiwaniu na drugi zeszyt z częściami. Przeszczep starego szkieletu części podwodnej (z podposzyciem tekturowym 1 mm) z nowo wykonanym szkieletem części nawodnej został przeprowadzony pomyślnie. Wykonanie poszycia części podwodnej przewiduje poprawienie wcześniejszych błędów, które popełniłem m.in w rufowej części modelu. Aby uniknąć podobnej sytuacji, tym razem sklejki rufy zostaną poddane starannemu formowaniu na zewnętrznym fragmencie szkieletu. W „skorupę” zostaną wykonane jedynie sklejki do momentu przejścia części podwodnej w poziom. Pozostałe będą oklejone w tradycyjny sposób sklejka po sklejce na podposzyciu.

Warto dodać, że sklejki burt są już przyklejone (zdjęcie na górze przedstawia sklejki podwodne przyłożone na „sucho”), ale czarny pasek łączący się ze sklejkami poszycia części podwodnej nie jest przyklejony, pozostawia to pewien margines manipulowania sklejkami podczas wklejania ich w części podwodnej. Sklejki pasowane na sucho pasują zgodnie z założeniem. Widoczne na powyższym zdjęciu elementy poszycia dennego to te, których nie popsuło niewłaściwe użycie lakieru, dlatego do czasu przybycia kolejnego zeszytu zrobię tyle ile będę mógł przy obszywaniu poszycia.

Zacząłem też powoli pracę nad wyposażeniem pokładu, a wybór padł na chyba najbardziej monotonną czynność jakim jest sklejanie bomb głębinowych i ich zrzutni na rufie okrętu.


Dziennik stoczniowy – wpis 24-lut-2023 r. (dzień 12)


Oklejenie poszycia części podwodnej. Zgodnie z wcześniejszymi przymiarkami „na sucho” nie spodziewałem się tutaj większych niedogodności. Obszycie części podwodnej rufy i śródokręcia wyszło zgodnie z planowanym „schowaniem” się sklejek poszycia pod paski burt, które zostało odpowiednio przeszlifowane, aby złagodzić przejście z poszycia burt do części podwodnej.

Elementy burt i części podwodnej. Przyszła część na „odwrócenie uwagi” od niezbyt udanego za pierwszym razem oklejenia poszycia modelu. Udało się zrobić kotwice, ster, obramowanie kluzy burtowej i wały śrub. Tym dwóm ostatnim chciałbym poświęcić nieco więcej uwagi.

Tutaj zatrzymam się na chwilę, bo zostały one wykonane inaczej niż zaprojektowana przez autora projektu część. Zamiast zwijać je w rulon, wykonałem rurki, które zajęły mi trochę czasu. Żeby wykonać rurki, które będą pasowały do średnicy śrub napędowych wykonałem sobie z białego kartonu szablon, dzięki któremu mogłem odmierzyć odpowiedni obwód każdej rurki. I tak – dla samego wału obwód paska to 66 mm, na wał od strony śruby naklejone są dwie warstwy rurek, jedna z nich ma obwód 80 mm, a ostatnia 95 mm. Wymiary obwodów tych części zaznaczyłem również na zdjęciu.

Śruby napędowe. Karton z elementami (20b) płatów śrub został rozwarstwiony. Ogólnie odnoszę wrażenie, że karton używany w WAK jest sztywniejszy, bardziej „zbity” i odrobinę grubszy niż w Małym Modelarzu. Sklejone butaprenem elementy zostały po wycięciu delikatnie zaoblone. Tym razem, jako, że model posiada „ślady eksploatacji” i ogólnie wrażenie „czystości klejenia” jest mniej odczuwalne, postanowiłem spróbować przemalować płaty śrub na kolor złoty, zgodnie z sugestią innych modelarzy. Jako, że jestem zagorzałym przeciwnikiem adopcji wszelkiego rodzaju łączenia z kartonem takich rozwiązań jak malowanie kadłubów, elementów, szpachli, tyle w przypadku śrub napędowych jestem w stanie zrobić doświadczenie i delikatną jednowarstwową chmurką prysnąć nieco farby w sprayu, tak aby nie „zalewać” tej części, by nie straciła do końca swojej „kartonowości”. Efektem zadowalającym są delikatne przebicia oryginalnego druku, który udało uzyskać się przez naprawdę „delikatną” mgiełkę spray’em Tamiya TS-87 (Titanium Gold). Rozważałem też Tamiya TS-21 (Gold), ale w wersji „Titanium” ten odcień jest delikatniejszy i nie rzuca się za bardzo w oczy wyrazisty blask złota, jakim jest TS-21. Efekt jest dla mnie w zupełności zadowalający i myślę, że od teraz metoda malowania śrub będzie już stałym etapem budowy modeli okrętów. Na jednym ze zdjęć porównanie wersji bez malowania i wersji z malowaniem TS-87.

Obramowanie kluz kotwicznych w burtach zostały wykonane zgodnie z próbami, które kiedyś ćwiczyłem na modelu Hunta, tym razem do zaoblenia użyłem kulki. Sama część została wycięta z niepotrzebnej części do podklejenia trapów (zastąpię ją zapasem koloru z zeszytu). Sam wybór nieużycia zapasu koloru do wykonania obramować kluzy spowodowany był faktem, że zapas koloru nie jest „waloryzowany” – nie widać śladów eksploatacji i w takim newralgicznym punkcie jakim są burty byłoby widać kontrast” brudnych” burt i „czystych” odbojnic kluzy. Cześć została wycięta sztancami 2,5 mm i 5 mm, następnie karton został rozwarstwiony. Na nasączony klejem BCG element wklejony został zwinięty w „oczko” drut i wciśnięty na podkładce od myszki prętem przekraczającym średnicę części. Krawędzie zewnętrzne zostały zaoblone kulką, a wewnętrznie dociągnięte pęsetą.

Udało się odzyskać pokład dziobowy. Tym razem sklejki burt dziobowych dostały wzmocnienie z dodatkowego brystolu w dolnej części oraz imitujące szybki bulajów zostały wklejone z pojedynczych kwadracików, a nie całych pasków folii do bindowania, żeby tym razem karton mógł swobodnie kształtować formę burt na dziobie.

Na koniec dobra nowina w skrzynce pocztowej z kolejnym zeszytem Garlanda… i obiecujący weekend.


Dziennik stoczniowy – wpis 26-lut-2023 r. (dzień 13)


Mimo, że to trzynasty wpis, to mogę potwierdzić, że wyjątkowo szczęśliwy, ponieważ udało się okleić cały kadłub Garlanda, przygotować do lakierowania na starych poczciwych „szczudłach”, które spełniły swoją funkcję w poprzednio ukończonym modelu Groma. Model został potraktowany jedną warstwą lakieru Motip od spodu (część podwodna) i burty, natomiast pokład modelu został psiknięty chmurką półmatu Mr. Super Semi-gloss. Myślę, że nie muszę pisać zbyt wiele, bo zdjęcia zastępują słowa, a metodyka wykonania jest już poruszona wcześniej przy pierwszej próbie „obszycia” szkieletu. Ze swojej strony dodam, że udało mi się uzyskać wszystkie cele, do których należało m.in uniknięcie błędów w poprzedniej próbie oklejania poszycia. Pokłady są zaoblone, burty opinają szkielet w opływowym kształcie, a dzięki zrezygnowania z pierwszych wręg na dziobie modelu nie ma „krowich żeber”. Dodatkowym atutem jest odzyskanie pokładów z poprzedniej próby, także oszczędziłem nieco czasu, który straciłbym na ponownym ich wykonaniu.

Na jednym z powyższych zdjęć widać również efekt obramowania kluzy kotwicznej o której wspomniał kolega @jhradca w komentarzu.

Mała uwaga do budowy ASDIC, którą warto tu zaznaczyć – część „30d” jest nieco za duża i jej średnica po sklejeniu wystaje po za obręb części „30f”. Udało mi się wychwycić ten błąd przy „suchym” pasowaniu części, co w ogóle polecam robić praktycznie ze wszystkimi elementami przed ich sklejeniem. Sposobem na ten błąd jest stopniowe docinanie krawędzi łączenia części „30d” w stożek do momentu, w którym okrągłe krawędzie części „30d” i „30f” będą się ze sobą stykać. Nie wiem również, czy był to specjalny zabieg, ale warto zaznaczyć że część „30g” wklejona jest „wewnątrz” elementu „30f”. Spodziewanym efektem byłoby łączenie na styk, ale być może to celowy zabieg, a całość nie rzuca się w oczy, więc zostawiam jak jest. Do sklejania ASDIC nie użyłem białych krążków wzmacniających (części 30b i 30e).


Dziennik stoczniowy – wpis 02-mar-2023 r. (dzień 14)


Wyposażenie pokładu na rufie i napęd. Tym razem nie wiele jest do napisania, ponieważ część z pokazanych zdjęć została opisana w poprzednich wpisach (m.in. wały i śruby). Większość wyposażenia dłubałem sobie czekając grzecznie na „zeszyt dawcę” z poszyciem części podwodnej dziobu.

Wykonując miotacze bomb głębinowych wpadłem na pomysł, żeby rozwarstwić karton na pół, bo bardzo topornie szło „rolowanie” części z tak wąską średnicą (karton sam się czasem rozwarstwiał) i przyznam, że efekt, przynajmniej jakości pracy nad elementem, był dla mnie znacznie lepszy, ponieważ znacznie przyspiesza klejenie takiej części i czuć, że klej BCG szybciej chwyta taką rozwarstwioną część, a że jest ona „miększa” to łączenie nie odrywa się pod wpływem siły rozwarcia kartonu w wersji nierozwarstwionej. Dodatkowo wszystkie elementy w formie walca robiłem już tą metodą i praktycznie nie widać śladów białego kartonu, bez używania retuszu. Niestety, bomby głębinowe nie zostały wykonane w ten sposób, a szkoda, bo rozwarstwianie kartonu przyniosło efekt bezśladowego łączenia elementów. Warto też wspomnieć o cudownych właściwościach kleju BCG, bez którego ta sztuczka nie powiodła by się. W trakcie klejenia kolejnych części, będę sprawdzał rozwarstwianie przy pozostałych „drobnych” elementach.

Mała dygresja do „błyszczącego się” poszycia części podwodnej – w rzeczywistości nie błyszczy się aż tak za bardzo. Do robienia zdjęć używam dwóch lampek oświetleniowych – żeby zdjęcia były soczyste i wyraźne, żeby było widać najdrobniejszy szczegół (niekiedy widać rendery na druku). Tutaj błyszczący się efekt czerwonych oklejek poszycia dennego wygląda ze względu na otaczające oświetlenie padające pod kątem, gdzie widać efekt odblasku.


Dziennik stoczniowy – wpis 06-mar-2023 r. (dzień 15)


Drutologia, druciki, fototrawki. Miał być odpoczynek od „kartoniarstwa” … i był. Wziąłem się za elementy fototrawione, które kupiłem kiedyś w GPM, są to trapy i drabinki. Zrobiłem kilka testów kolorów na drucikach 0,1 mm i 0,3 mm. Maszt został zrobiony tą samą metodą, którą użyłem w Gromie. Są to stalowe pręciki 1,5 mm i 1,0 mm wycięte Dremelem i przylutowane.

Postanowiłem też przypomnieć sobie wykonanie relingów, a do tego posłużył fragment dziobu. Słupki wykonane są z drutu 0,3 mm, a linki 0,1 mm. Wszystko zostało pomalowane spray’em Tamiya AS-11 przed wklejeniem.

Żeby nie zabrakło „kartonowości” w tym krótkim odstępie między przerwami w  budowie modelu, udało się zrobić główną artylerię. Garland w wersji w której został wydany posiada dwa działa. Na zdjęciach jedna z nich zbudowana, druga w wersji 2D „pociachana” Olfą.


Dziennik stoczniowy – wpis 09-mar-2023 r. (dzień 16)


Komin i nadbudówka śródokręcia. Dzisiaj będzie trochę drutologii, ale zanim to nastąpi chciałbym podziękować społeczności grup na FB do których dołączyłem za ciepłe przywitanie – okazało się, że były tam osoby znające moją relację z forum KW jak i bezpośrednio mojego bloga, co cieszy, bo to znaczy, że ktoś jednak docenia wkład, jaki poświęcam tej stronie.

Ale do sedna. W tygodniu udało mi się praktycznie wykończyć nadbudówkę śródokręcia – nie było w niej wiele czasochłonnych elementów, bo wiele z nich zostało wcześniej przygotowane do bezpośredniego montażu – były to relingi, maszt oraz trapy i drabinki.

„Chamskie zbliżenie” (co tłumaczę sobie jako „zobacz co popsułem” : ) pokazuje nierówność relingów na nadbudówce. Niestety ta gałąź będzie wymagać ode mnie wiele pracy.

Z elementów, które udało mi się wykonać to przygotowanie kominów do ostatecznego montażu w weekend. Być może kwestia nie wymaga nakładu czasu, bardziej rozłożenie lutownicy na biurku, a chodzi o czapę komina. Podobnie jak poprzednio wykonałem ją z drutu miedzianego 0,3 mm, oraz podobnie jak poprzednio komin będzie „otwarty”. Wklejony zostanie prostokąt z czarnej barwionki. Posiadam kilka zeszytów, choć nie używam np. do poszycia części podwodnej, ale kiedyś kupiłem sporo różnych egzemplarzy, w ramach poszukiwania imitacji deskowania do ORP Orzeł z MM. Do kominów wybieram tą „najczarniejszą” czerń, wręcz węglową czerń, bo bardzo ładnie kontrastuje z szarością modelu. Inne odcienie czerni są bardzo wyblakłe i nie wygląda to tak soczyście jak w przypadku prawdziwej czerni.

Do wykonania czapy zmontowałem sobie taki szablon z tektury 1,5-2,0 mm. Nożykiem wycięte są rowki, w których znajduje się drucik, a wszystko przyklejone jest taśmą Tamiya.

Tutaj staram się wyciąć drut pod kątem ostrym, żeby jak najbliżej stykał się z pozostałymi krawędziami drutu oraz nie zostawiał pustych przestrzeni, bo chcę aby kropka cyny na „czubku” nie rozpłynęła się po większej średnicy niż 2 mm. Drucik najlepiej ciąć na czymś twardym – ja używam do tego płaskownika aluminiowego, który został mi jako odpad. 

Na czubek delikatna kapka pasty lutowniczej. Moją ulubioną jest Alpha OM-338, ale możesz oczywiście użyć innej.

Potem lutownicą cynuję sam środek – wystarczy mała ilość cyny, im mniej tym lepiej.

… mogłoby być mniej 😀 Teraz poprawiam to lutownicą nadmuchową airhot, która spowoduje, że wypali się delikatnie nadmiar pasty lutowniczej , a spojenie zostanie ładnie otulone z każdej możliwej strony. Można to robić bez airhota, tylko potem trzeba więcej czyścić takie połączenie np. zmywaczem do paznokci (aceton) i więcej szlifować. Do szlifowania używam pilników diamentowych Yato z półokrągłym zakończeniem.

Następnie usuwam nadmiar drutu wg szablonu z zeszytu z częściami. Tutaj widać właśnie ten aluminiowy płaskownik na którym tnę druty, bowiem uważam, że jest on świetny do tego celu – nie jest zbyt miękki, dzięki czemu drut się nie ugina pod naciskiem ostrza, tak jak ma to miejsce na macie Olfy i nie jest zbyt twardy, dlatego nie trzeba łamać ostrzy co drugie cięcie.

Kolejnym etapem jest formowanie kształtu w specyficzny „pająk”. Najpierw konstrukcję na pręcie stalowym 1,2 mm.

A następnie formuję na narzędziu „kulce”. Przy okazji widać, w jaki sposób powstało obramowanie podstawy dla „pajączka”.

Gotowe sklepienie nakładam na podstawkę i lutuję w podobny sposób jak pająka, ale tym razem bez użycia nadmuchu, żeby nie roztopić cyny z pająka.

Nadmiar drutu zostaje ponownie wyrównany nożykiem segmentowym OLFA. Jeden komin praktycznie przygotowany…

… i czapa do drugiego.

Korzystając z okazji zrobiłem pomost na kominie. Tym razem skorzystałem z gotowego rozwiązania – fototrawki z GPM (z zestawu HUNT II). Do pomostu przykleiłem słupki i reling za pomocą kleju CA.

Teraz mogę powiedzieć, że weekend spędzę z kominami i śródokręciem : )

Modelarski błogostan pozwolił też na ukończenie wyposażenia rufy, do której ostatnio zabrakło mi weny i mocy. Doszły żurawiki zrobione wg instrukcji, pomocny okazał się drucik 0,01 mm.


Dziennik stoczniowy – wpis 12-mar-2023 r. (dzień 17)


Kominy, śródokręcie i drobnica na dziobie. Udało mi się w końcu odnaleźć odpowiedni zapas koncentracji na mikro-elementach na dziobie. Nie lubię zostawiać sobie drobnicy na „później”, tylko raczej kleję na przemian – struktura – drobnica – struktura – drobnica itd. Do planowanej drobnicy weszło wyposażenie dziobu, które udało mi się dokończyć. Apropo powyższego schematu – do drobnicy zaliczam też części powtarzające się.

Głównym założeniem weekendu była budowa śródokręcia – kominów, wyrzutni torpedowej, pomostu karabinów i drobnicy, ale w piątek włączył się leń i postanowiłem porozkoszować się wołającym o dokończenie innym modelem PMW, który zacząłem bardzo dawno temu… (na zdjęciu nie widać, ale jest nieźle zakurzony)

Okręty Hunt II mają bardzo zgrabną sylwetkę, ale na Hunty przyjdzie jeszcze czas. Po wyposażeniu śródokręcia w drobnicę zabrałem się za pomost, który znajduje się między kominami. Postanowiłem od razu wykonać go w całości, tj. razem z uzbrojeniem i pontonami, ale jak się później okazało, na pontony zabrakło weny.

Z elementów, które zostały wykonane w ciągu ostatnich dni, jedyną ciekawą formą utrwalenia (dla mnie i być może ktoś skorzysta) jest sposób wycięcia stelaża na pontony przy nadbudówce dziobowej. Sama nadbudówka jest dla mnie smakowitym kąskiem, dlatego zajmę się nią jak i nadbudówką rufową pod koniec sklejania modelu.

Do wykończenia śródokręcia doszły kominy, które sobie stopniowo dziobałem w ostatnim tygodniu. Postanowiłem spróbować wykonać rurki do kominów z kartonu sklejonego na styk, zastępując tym samym sugerowane w instrukcji elementy z drutu. Do zrobienia rurek wykorzystałem skrawki z zapasu części z drugiego zeszytu. Być może nie wygląda to najatrakcyjniej, ale nie chciałem ryzykować ze zbyt dużymi wahaniami różnic w kolorze (malowane rurki z drutu vs. niemalowane rurki z kartonu.

Wyrzutnie torpedowe nie zmieściły się w oknie czasowym, ale nie chciałem naginać tempa, które wg mnie jest i tak na wysokim pułapie. Sięgając pamięcią, chciałbym ukończyć budowę modelu, ale nie kosztem utraty jakości, jak miało to w przypadku pośpiechu przy oklejaniu kadłuba.

Miłym akcentem rozpoczynającym nadchodzący tydzień jest sklejenia żurawika do torped, który okazał się dla mnie fajnym zakończeniem niedzielnej dłubaniny.


Dziennik stoczniowy – wpis 16-mar-2023 r. (dzień 18)


Wyrzutnie torpedowe i pontony. Zacznę od pontonów, bo od nich zacząłem modelarski tydzień. Tym razem zamiast używać cyny o średnicy 2,0 mm, użyłem ogniw od łańcucha, który zakupiłem w sklepie z materiałami ogólnobudowlanymi. Przechodząc kiedyś, zauważyłem między regałami wizję z użyciem właśnie takiego łańcucha. Minusem jest zmarnowany materiał, bowiem co drugie ogniwo musi zostać uszkodzone, aby wydobyć jedno całe do użycia w pontonach.

Każde ogniwo zostało pokryte szarym podkładem od Tamiya, a następnie delikatną chmurką Tamiya AS-11 i pozostawione do całkowitego wyschnięcia, aby móc owijać ponton nicią.

Metoda, które użyłem w poprzednim modelu ORP Grom jest również odzwierciedlająca pontony na niszczycielu, jednak fragmenty łańcucha są powtarzalne, ale do minusów dochodzi trudność dopasowania odpowiednich rozmiarów. Ja kupiłem sobie kilka różnych wariantów i miałem szczęście, że pontony z Garlanda pasują do jednego z łańcuchów z których mam w swoim zbiorze materiałów.

Wyrzutnia torpedowa nie zawiera żadnych tajemnic, kilka drobnych elementów gotowych do sklejenia.

Największym wyzwaniem były zeszytowe „koła” do odkręcania(?), otwierania (?), z którym poradziłem sobie w sposób pokazany poniżej. Czarny arkusz to arkusz „barwionk” wklejony na druciane okręgi.

Dotychczasowy przebieg prac w śródokręciu.


Dziennik stoczniowy – wpis 20-mar-2023 r. (dzień 19)


Wszystko po trochu. Tym razem zająłem się tym, na co miałem ochotę, trochę w kartonie, trochę przy drutach. Korzystam często z przypływu weny i koncentracji, jeśli czuję popołudnie na druciane konstrukcje, nie będące kolejnym etapem, ale z myślą z tyłu głowy, że już mam je wykonane. Na pierwszy ogień chciałem sprawdzić się z wykonaniem dla mnie ciekawej konstrukcji, jest to antena radionamiernika HF/DF. Przyglądałem się wielu wykonaniom, ale nie podobały mi się zazwyczaj przesadzone gabaryty i wg mnie zbyt gruby drut (co w ostateczności nie udało się i mnie). Starałem się odwzorować wygląd przedstawiony na zdjęciu poniżej, chociaż wzór w instrukcji modelu jak i planach modelarskich też jest odpowiedni.

Niestety nie udało mi się zachować wierności z oryginałem z obawy przed kruchością takiej konstrukcji. Użyty został tu drut o grubości 0,2 mm. Łączenia klejone klejem CA.

Drugą ciekawą w konstrukcji budową jest radar 291. Tutaj również często powielanym błędem przez modelarzy jest przeskalowywanie gabarytów tej konstrukcji. Starałem się odwzorować jego kształt z poniższego zdjęcia. 

Do wykonania tej anteny posłużyłem się drutem mosiężnym 0,3 mm i rozciętym fragmentem z fototrawionych drabinek 1:200 z GPM.  

Ostatnim elementem, który chciałem zrobić była belka na nadbudówce nawigacyjnej śródokręcia, to dość prosty do złożenia element.

Na zakończenie dnia udało się wyciąć żurawiki dla szalup ratunkowych. Kolejność jaką obrałem w budowie modelu to zamknięcie śródokręcia i rufy łącznie z olinowaniem. Tym razem wolę zrobić najpierw olinowanie, a potem reling. Wymaga to więc olinowania komina w pierwszej kolejności, potem szalupy i maszt.

Następnego dnia wyciąłem elementy sterówki na śródokręciu i przygotowałem brezentowe ogrodzenie. Zostało ono wykonane 1:1 metodą, którą użyłem podczas budowy Groma.

W piątkowy wieczór nie miałem za dużo weny, ale też nie liczyłem, że sterówka z dołączonymi stanowiskami obrony plot. zrobią się przez noc same, więc odłożyłem je z chęcią spróbowania sił nad szalupami, które mogłem spokojnie wykonać w sobotę.

Po wykonaniu szalup nie miałem ochoty na drucianą pracę, nie za bardzo na sterówkę, więc dysponując ponad dobą zabrałem się za wykonanie nadbudówki rufowej. Właściwie przeciągając ten etap budowy czekałem na tą nadbudówkę, podobnie jak na dziobową, ale nie zacznę dziobowej dopóki nie skończę prac nad pozostałą częścią modelu, których zakres zmniejsza się z dnia na dzień.

Wzmocnienia falochronu zostały delikatnie podrasowane, aby odwzajemnić oryginał, choć nie są wierną repliką zbliżają się do oryginału.



Dziennik stoczniowy – wpis 04-kwi-2023 r. (dzień 20)


Podsumowanie I kwartału 2023 w budowie ORP Garland. Zimowo-wiosenna aura za nami, wypadałoby wziąć się w garść i skończyć rozpoczętą budowę modelu. Tym bardziej, że zostało już niewiele do jego finiszu.

Zrobienie zdjęć dotychczasowego postępu w budowie i wpis na blog jest świetną okazją do wznowienia prac. Reasumując – do zrobienia została cała nadbudówka dziobowa oraz relingi dolnego pokładu. W praktyce jest to niewiele części i myślę, że do końca maja 2023 r. Garland powinien zostać ukończony.

Do rzeczy! W chwili „internetowego niebytu” udało mi się wykonać drewnianą podstawę pod gablotę, podstawkę pod model z balsy, „akwarium” z pleksi oraz grawerowane tabliczki z nazwą modelu (tudzież autora : )

Z góry uprzedzam, że kwestia wykonania gabloty jak i samych jej poszczególnych elementów będzie poruszona w odrębnym artykule, ponieważ temat uważam za dość szczegółowy, a jednocześnie uniwersalny w kwestii nie tyle wykonania modelu ORP Garland, ale odnoszący zastosowanie w modelarstwie ogólnym. Osoby subskrybujące mój blog na pewno dostaną wiadomość e-mail, w momencie premiery takiego artykułu.

Do wyposażenia pokładu doszły drobne elementy, które m.in znajdują się na wieżyczkach. Większość z nich została już wcześniej wykonana, dlatego celem tego wpisu jest też podsumowanie stanu w jakim jest model Garlanda.



Dziennik stoczniowy – wpis 19-lis-2023 r. (dzień 21)


Znowóż minęło pół roku, … a w modelarskiej stoczni cisza. Tegoroczne lato zaczęło się niespodziewanie nagle, że chęć klejenia modeli została zdominowana długo wyczekiwaną słoneczno – upalną aurą. Tymczasem jesień już za pan brat, a to oznacza, że w przerwach między życiowymi obowiązkami znajdzie się więcej apetytu na jesienno-zimowe hobby. Oczywiście letnich modelarskich atrakcji nie zabrakło, ale o tym tradycyjnie w podsumowaniu roku na blogu – 31 grudnia.

Na czym stanęliśmy ? Właściwie zacząłem budowę nadbudówki dziobowej. Nie ma tu żadnych „niespodziewajek”, bo zgodnie z przyjętą konwencją wykonania modelu przewidziałem wykonanie drabinek oraz poręczy. Drabinki zostały wykonane z drutu o średnicy 0,2 mm, a poręcze z drutu mosiężnego 0,3 mm.

Do długo wyczekiwanych prac należał miotacz bomb głębinowych. Chciałem tutaj sprawdzić jak zachowa się klej, którego już długo nie używałem, mianowicie wikol. Klej został odstawiony do delikatnego odparowania, tak aby masa była nieco mniej lejąca się. Dzięki temu „pikowanie” czubka drucika pomogło pozostawić specyficzny wzór bomby głębinowej. Wszystkie te elementy zostały wbite na fragment tektury, tak aby zamoczone czubki tych drucików jednocześnie w tym samym momencie wyprofilowały ten sam obrys. Niestety nie udało się uzyskać identycznych bomb, ale efekt jest wystarczający dla moich oczekiwań.

Do nadbudówki dołączony jest pomost (nadbudówka dowodzenia). Jej wykonanie nie sprawiło większych trudności.

W kolejnych tygodniach przewiduję dokończenie nadbudówki dziobowej oraz rozpoczęcie prac nad wykończeniem modelu – relingi śródokręcia i rufy oraz dokończenie olinowania do nadbudówki, która właśnie powstaje. Oprócz tego brakujące uzupełnienia oraz drobne kosmetyczne poprawki.

Wszystkie aktualizacje z budowy – oraz wpisy na łamach tej relacji jak i pozostałych modeli –  osoby, które zapisały się do subskrypcji newslettera zostaną powiadomione wiadomością e-mail. A tym czasem, życzę spokojnej niedzieli.


Dziennik stoczniowy – wpis 7-sty-2024 r. (dzień 22)


Ahoj! Zgodnie z założeniem weekendowych prac nad Garlandem – wyposażenie nadbudówki dziobowej. Udało się wykonać dość sporo, a ilość elementów potrzebnych do ukończenia modelu bardzo się zmniejszyła. 

Ale do brzegu. Jedną z koncepcji wykonania lornetek, która wpadła mi przy okazji „przeglądu” modelarskiej szufladki z „rzeczami, które mogą się kiedyś przydać”, jest żyłka wędkarska. Jest dość sporej średnicy, ale na „oko” ten materiał wydał się idealnym odpowiednikiem do uplastycznienia tego elementu, którego wykonanie może bardziej zbliża ten element do prawdziwej lornetki. Kawałek żyłki został oklejony paskiem rozwarstwionego kartonu z „zapasu koloru”, który znajduje się w zeszycie. 

Aby „okulary” lornetek wyszły symetrycznie, zostały do siebie przyklejone, a następnie ścięte wg odpowiedniej długości. 

Efekt można dopracować, ale i tak wydaje mi się lepszy niż sugerują oryginalne części w zeszycie. Przy okazji widać kolejne uzupełnione elementy nadbudówki dziobowej.

Nieco więcej zabawy przyniosła podstawa radaru 271, mimo iż nie składał się z wielu części, to pół niedzieli minęło nad pracą z drucianymi elementami.   

Te druciane elementy są naprawdę mikroskopijne, ale myślę, że zbliżający się finał ukończenia tego modelu to świetna rozgrzewka przed kolejnym projektem. Na powyższym zdjęciu widać je jeszcze niepomalowane, w wersji po przyklejeniu klejem CA. Sama antena radaru, jak i relingi przymocowane do słupków pomostu to drut o grubości 0,02 mm. Jedyną nieścisłością jest tutaj puste białe pole, znajdujące się na ścianie podstawy radaru. Zostało one zamaskowane fragmentem szarej sklejki.

Udało się też wykonać podstawy dział Oerlikonów wraz z samymi karabinami, które wcześniej leżały sobie w pudełeczku. Tutaj również żadnych problemów. 

Wyposażona nadbudówka dziobowa.

Zespół nadbudówki dziobowej wygląda jak na zdjęciu poniżej. Smakowicie byłoby przykleić już wszystko do pokładu, ale pozostały jeszcze wzmocnienia falochronu oraz relingi, które zdecydowanie łatwiej będzie wykonać w momencie, gdy całość nie jest przyklejona jeszcze do modelu na stałe. 

To tyle z weekendowych prac. Tego, czego nie widać na zdjęciu – wykonane zostały białe paski trzymające łodzie ratunkowe i motorówkę. Udało przymocować się ponton na rufie. Z elementów, które zostały do ukończenia to dwa pontony (nadbudówka dziobowa), koła ratunkowe,  knagi na pokładzie do lin cumowniczych, koło sterowe w nadbudówce rufowej oraz relingi całego śródokręcia i rufy (cały dolny pokład).


Dziennik stoczniowy – wpis 22-mar-2024 r. (dzień 23)


Ciężko uwierzyć, że minęły dwa miesiące od ostatniego wpisu z relacji z budowy Garlanda. Nieco czasu zabrała budowa ORP Wilk, ale w międzyczasie chciałem skończyć Garlanda. W odmętach nieco wolnego czasu oraz ostatnie szlify przygotowawcze do podjęcia udziału w wydarzeniu modelarskim w Redzie, które jest dla mnie wyjątkowym miejscem, bo mieszkałem w tym mieście przez jakiś czas i bardzo dobrze go wspominam. 

Zmotywowany nadchodzącym wyjazdem i przygotowując moją flotę „PMW” nie mogłoby zabraknąć ukończonego modelu ORP Garland. Tym wpisem chciałbym zakończyć etap budowy mimo, że pozostał jeden ponton i koło sterowe, ale… jest to do „łyknięcia” w nie więcej niż jeden wieczór. 

Po kilku leniwych tygodniach od ukończenia ostatniego modelu przygotowałem sobie „małą” matę, oznaczającą szybkie prace, bez potrzeby robienia większego chaosu na biurku

Skutecznie „spowalniającym” czynnikiem było wykonanie relingów. Wiem, że są gotowe rozwiązania, jednak te wykonane własnoręcznie z drutu mają w sobie jakiś urok, który mnie osobiście się podoba. Dodatkowo można wierniej odwzorować skalę słupków i poprzeczek. Drut tradycyjnie został najpierw pomalowany, a potem pocięty na małe kawałeczki (słupki).

Słupki zostały wklejane nie po kolei. Wklejony został pierwszy, potem kilka otworów pominąłem, wkleiłem nieco nalej na pokładzie kolejny i tak dalej. Chciałem sprawdzić, czy uda mi się wykonać słupki w pozycji stojącej przy odpowiednim kącie, jednak co się później okaże mimo, że udało się zabieg wykonać, niektóre z nich wklejone są za wysoko względem innych. Błąd nie rzuca się w oczy, a właściwie znika w oczach, ale wiem o nim ja i również teraz wiecie Wy : )

Oczywiście udało się wykonać nadbudówkę. Tutaj nie trzeba opisywać procesu jej powstania, bowiem została jedynie wklejona na stałe. Budowa samej nadbudówki jest opisana w poprzednim wpisie. Całość prezentuje się w sposób następujący.

Początkowo odkładana na później półkluza w końcu doczekała się swojego miejsca na pokładzie. Element wyszedł mi zgodnie z chęciami, jakimi darzyłem wykonanie tych drobnych elementów… Nijak zdało się precyzyjne wycięcie części. 

Aby zachować dotychczasowy charakter „relacji”, nieco więcej uwagi skupię na wykonaniu kół ratunkowych. Elementów jest w sumie 10, ale pokusiłem się za jednym razem wykonać ich więcej (do kolejnego ORP).  Koła wykonane są z cyny o średnicy 1 mm. Cyna została nawinięta na pręcik o śr. 2 mm

wzdłuż prostej linii wykonane zostało nacięcie żyletką, tak aby rozciąć każde ogniwo w tej samej linii.

Następnie dzięki swojej „miękkości” ogniwa zostały lekko „spłaszczone” oraz „zaokrąglone”, tak aby przypominały „koło”.

Następnie, szpary styków nacięć zostały uzupełnione kropelką kleju „Wikol”.

Taśma dwustronna 3M elegancko pomaga w utrzymaniu kółek w pionie. Dzięki temu klej swobodnie może wyschnąć, a kolejnym etapem jest montaż drucików, w celu przygotowania do malowania.

Druciki z kółeczkami zostają przyklejone do kawałka kartonu.

W ten sposób przygotowane kółeczka, można potraktować białą farbą w spray’u (użyłem tej, którą miałem pod ręką Tamiya).

Po wyschnięciu białej farby, w tle czeka już czerwona od Vallejo. Tą nakładam małym pędzelkiem mieszając farbę z odrobiną rozpuszczalnika, aby uzyskać rzadką konsystencję farbki – zbyt gęsta spowoduje nałożenie za grubej warstwy farby.

Po wyschnięciu kółeczek, co nie trwa długo, koła ratunkowe zostały wklejone na swoje miejsce na relingach i nadbudówce.

Zapraszam wkrótce do galerii gotowego modelu, a informacje o jej publikacji dostaniecie tradycyjnie na skrzynkę e-mail (osoby, które zapisały się do newslettera). Tymczasem pozdrawiam wszystkich entuzjastów PMW i modelarzy nie tylko kartonowych, dziękuję, że dotrwaliście ze mną do końca budowy. Do napisania w Galerii końcowej! 

michal84

 

28 komentarzy “|Relacja| ORP Garland 1:200 (WAK nr 10/2022)

  1. Ja do listy zmian sugerowałbym też pochylić się nad kratownicą pod falochronem na nadbudówce dziobowej i rufowej. To co jest w opracowaniu wygląda zupełnie inaczej niż na zdjęciach i planach w modelarstwie okrętowym. Odnośnie poręczy na nadbudówkach to zwróć uwagę, że część 32b dla nadbudówki dziobowej i 62b dla nadbudówki rufowej mają swoja wersję alternatywną bez nadrukowanych poręczy. Natomiast cz 31b już takiej wersji alternatywnej nie ma. Zresztą patrząc na plany z modelarstwa okrętowego to część 31b pasuje moim zdaniem zrobić od nowa z zapasu koloru. Ciekaw też jestem czy elementy pokładu śródokręcia 22 i pokładu rufowego 23 wyjdą Ci też dłuższe o ok 1mm o szkieletu.

  2. Kondzik, dzięki za uwagę. Jestem jeszcze na etapie planowania kolejnych „ewentualnych” zmian w konstrukcji innych niż przewidzianych w instrukcji. Zatrzymałem się na etapie szkieletu, bo jest łatwiej przechwycić ewentualne zmiany w budowie kolejnych etapów, mając do dyspozycji „gotowy” zeszyt z częściami i sugestie sympatyków odwzorowania repliki Garlanda. Będę miał wkrótce nowe plany z MO, które zamówiłem żeby porównać wierność tego, czym zrobił autor, p. Grzegorz w swoim projekcie. Z jednej strony rozumiem uproszczenia, które mogą rozczarować zaawansowanych miłośników PMW, ale z drugiej strony chcę podjąć wyzwanie, które kryją się pod nazwą „zapas koloru” i tym razem „podkręcić” użytek z tych mało używanych fragmentów „zapasowych”. Po białej pracy jaką jest szkielet będę dopasowywał kartonowe elementy sklejek poszycia i na pewno chciałbym wychwycić wcześniej różnicę 1 mm, o której wspomniałeś. Gdyby tak się stało już na etapie gotowego szkieletu, to na pewno będę przerabiał szkielet tak, żeby dopasować pod wręgi poszycie i pokład, bo czytałem już gdzieś relację, że są różnice w długościach poszycia względem szkieletu.

  3. Ja wcale nie jestem dalej od Ciebie, robię właśnie podposzycie na szkielecie. Nadmiar długości na pokładach pewnie zredukuję zeszlifowując tak z 0,25 mm na każdym końcu części 22 i 23, może nie będzie to widoczne. Ja akurat korzystam z laserów, ale porównywałem ich długości z wydrukowanym szkieletem i różnicy nie znalazłem. Z tą długością burt to mnie zmartwiłeś trochę, mam nadzieję że jest raczej w kierunku nadmiaru niż niedomiaru.

    1. Z tą długością burt widziałem gdzieś w internecie, że są niezgodności, ale dotyczyło to starszych wydań, bo jeszcze nie znalazłem relacji z budowy wydania z WAK 2022. Może autor poprawił ten błąd, ale jeśli nie to będę raczej szedł w kierunku dopasowania szkieletu pod gotowe sklejone w „skorupkę” poszycie niż dorabianie sklejek poszycia i dopasowywanie poszycia do szkieletu. Dlatego w kolejnych etapach planuję zrobić pokład i skleić go z burtami potem osobno skleić całą część denną i całość na sucho przymierzyć do szkieletu. W każdym bądź razie na pewno spiszę błędy (jak będą) i na pewno skorzystam z Twoich rad, a tym bardziej, że jesteś na bieżąco ze swoją budową.

  4. Cześć imienniku :). Piszę tutaj bo KW szwankuje i nie mogę się zalogować, nie mówiąc już o rejestracji. Najlepiej impregnować karton błyszczącym lakierem bezbarwnym. Semi gloss też posiada matujące cząstki, które mogą zostać na powierzchni. Wydaje mi się, że kolejnym problemem jest lakierowanie „na mokro”. W tym czasie drobinki opadną, a powierzchnia będzie błyszcząca, zamiast satynowej, co widać na umieszczonych przez Ciebie zdjęciach. Możliwe też, że zbyt krótko czekałeś na przeschnięcie poprzedniej warstwy. To pokrętło na spodzie w lakierze 2k służy nie do regulacji, a możliwości wymieszania lakieru z utwardzaczem. Jeśli nie ruszałeś tego dynksa, to prawdopodobnie lakier nigdy nie wyschnie. Możliwe, że zrobiłeś modelowi kuku, stosując dwuskładnikowca – jest twardszy niż lakiery jednoskładnikowe i możesz mieć trudności z formowaniem elementów.

    1. Cześć Michał. Dzięki za komentarz i w ogóle za odwiedzenie mojego bloga. W sumie dobrze, że mi powiedziałeś o tym utwardzaczu, bo mam pod puszką ten dzyndzel, ale nie chciałem już kombinować, bo dla mnie to zabawa jak z wyciągnięciem zawleczki od granatu. Po tym, jak postanowiłem zaimpregnować sobie drugi zeszyt z częściami, żeby zrobić od nowa kadłub, to jedyne problemy, które powstały z użycia lakieru semi-gloss to czerwony druk (sklejki poszycia części podwodnej). Zrobił się na nich biały nalot, tak jakby ten druk lub jego gęstość nie przepuściła lakieru. Byłem przekonany, że nic się nie stanie ponieważ Groma z MM impregnowałem tak samo, podobnie impregnowałem części do Ślązaka i Krakowiaka, które czekają na kiedyś i nie ma z tymi arkuszami i lakierem semi-gloss żadnego problemu. Stąd moje zdziwienie i wpis na KW. Na szczęście spróbowałem psiknąć lakierem na połowie arkusza z poszyciem dna, a drugą część potraktowałem lakierem Motip 2K ale bez tego utwardzacza o którym piszesz i dziękuję Ci za to, bo na pewno bym się zniechęcił do lakierowania. Po wyschnięciu stwierdzam, że jest okay. Efekt prawie ten sam co zastosowanie Kaponu, więc jedna warstwa 2K od strony zadrukowanej mnie zadowala. Natomiast i tak jedna część jest zniszczona, więc muszę zamówić kolejny zeszyt, co napisałem już w relacji z budowy. Dzięki Michał raz jeszcze! : )

  5. A może zamiast zamawiać drugi zeszyt z powodu jednej zniszczonej oklejki to zrób dno z barwionki/kolorowego bloku technicznego?

    1. Cześć Kondzik, zeszyt został już zamówiony tydzień temu i być może będzie pod koniec następnego. Twój pomysł jest dość znany i popularyzowany, ale nie za bardzo integruje się ta metoda z moim założeniem budowy modelu w standardzie. Pewnie zrobiłbym modyfikacje (ale z zapasu koloru), gdyby sklejki były źle zaprojektowane, lecz tutaj ewidentnie stworzyłem kilka błędów. Dla sprostowania, zniszczonych oklejek jest 9, a więc połowa poszycia części podwodnej. Póki co trwają prace nad nowym szkieletem i poszyciem, ale o tym w weekend gdy uda mi się coś zrobić.

  6. Michale zapisałem się do twojego powiadomienia na mejla nie powiem fajnie to dziala. Rzeczywiscie jak pisales na kartonwork nie ma spamu i mejle nie sa uciazliwe. Szczerze mowiac to jak sie zapisalem to oprocz potwierdzenia nie dostalem zadnej innej wiadomosci od ciebie ze jestem na tej liscie ale dopiero dzisiaj dostalem mejla ze jest nowy wpis. wygodne to bo nie trzeba wchodzic na fora ale jakbym mogl podpowiedziec to czy daloby rade nowe wrzutki wyswietlac na gorze strony bo jak sie wchodzi to trzeba przewijac na dol skrolowac zeby zobaczyc nowy wpis. Sam model wychodzi ci swietnie. chcialem skleic burze z malego modelarza co myslisz o tym modelu. pozdrawiam Wieslaw ps. jak widze jak slejasz sobie te modele to sam mma ochote na model okretu, a na poczatek cos latwego. czytalem inne fora i tam wlasnie polecaja polskie niszczyciele ale jak widze co ty robisz i przez co przechodzisz to nie wiem czy bede w stanie skleic nawet najlatwiejszy model takiego okretu.

    1. Cześć Wiesław. Dziękuję za komentarz i miłe słówko odnośnie modelu. Rozważałem opcje wstawiania wpisów od najnowszego u góry, do najstarszego na dole. Chciałbym zachować chronologię wpisów, ale być może rozwiążę tą zagwostkę prze jakiś przycisk „przewiń na sam dół”. Jeśli chodzi o Twoje podejście do sklejenia modelu okrętu. Najlepszym poradnikiem i wyzwalaczem w rozwoju jest po prostu sklejenie modelu od początku do końca. Nie ma lepszej nauki niż popełnienie błędów, ale mimo wszystko skrupulatnie dążyć do ukończenia mimo potknięć. Gdyby Garland był moim pierwszym modelem to nie dążyłbym do uzyskania bezbłędnie sklejonego modelu (tak jak robię to obecnie) tylko do jego ukończenia, bo z praktyką zdobywasz doświadczenie, a wpisy na moim blogu czy innych forach mają zazwyczaj mniejsze znaczenie, co nie znaczy że możesz podpytywać rad kolegów modelarzy. Jak napisałeś o Burzy – zdecydowanie polecam jak na rozpoczęcie, ale sam musisz czuć jak idzie Ci z danym modelem, czy nie jest za ciężki. Pozdrawiam, Michał.

  7. Cześć. Kolego Michale. Pozwoliłem sobie dołączyć do subskrybentów Twojego bloga ponieważ kilka dni temu skończyłem ten model Orp Garland z WAK i nie miałem takich problemów z oklejaniem kadłuba jak wyszły Tobie. Swój model budowałem w standardzie z wykorzystaniem elementów ciętych laserem ( szkielet i wręgi nadbudowy), laserowo cięte relingi i toczone metalowe lufy.
    W trakcie budowy wyszło że pokład rufowy wystawał po za szkielet około 1,5 mm.
    Burty okazały się też zadługie, skracałem część środkową o około 2mm jak również dziobową przycinałem na stewie dziobowej ( ta część wystawała też nad pokład dziobowy około 0,5 mm), część burty rufowa też wystawała ponad pokład o około 0,5mm. Potwierdzam linię wodną która wpada w łuk. Elementy 24 pod pokładem dziobowym wystawały po za burty w części dziobowej u góry o około 1mm z obu stron.
    Pozostała budowa przebiegała bez większych problemów. Budowę relacjonowałem na FB na grupie kartonowe perełki. Model można będzie obejrzeć 25,02,2023 na warszawskiej syrence.
    Pozdrawiam modelarsko Łukasz Wdowiak.

    1. Cześć Łukasz! Dzięki za dołączenie do załogi! I za komentarz, powiadomienia na e-mail przychodzą tylko wtedy gdy coś nowego zadzieje się w relacji z budowy modelu (jak na razie udaje się 1-2 razy w tygodniu coś wrzucić). Rzeczywiście jest kilka wpadek w tym projekcie, ale warto doczytać informacje o podklejaniu tektury na odpowiednią grubość (np. pokład nie ma być podklejony na 1mm itd.). Obszywając szkielet zrobiłem kilka błędów, ale w obecnym etapie jest okey, dopasowuje szkielet pod poszycie, a nie poszycie do szkieletu i dlatego jak na razie wszystkie łączenia się zgrywają. Zrezygnowałem też z pierwszych wręg na dziobie, żeby poszycie burt samo ułożyło się w charakterystyczną opływowość. Życzę Ci sukcesu w Warszawie i po cichu proszę o podzielenie się z innymi modelarzami na tym wydarzeniu o istnieniu mojej strony : )

      1. Dziękuję za możliwość dołączenia. Z ułożeniem poszycia na dziobie też miałem problem, mimo zastosowania wypełnienia szkieletu styrodurem i szpachlowania odgniotłem na dziobie w okolicy linii wodnej krowie żebra. Jeśli chodzi o grubość pokładów to w Orp Burza z małego modelarza jest zalecenie by podkleić pokłady na tekturę 0,8mm by łącznie uzyskać 1mm. Jak to będzie to sprawdzę w przyszłości bo leży na kupce wstydu poprzednie wydanie Garlanda z Questu. W Warszawie nie nastawiam się na jakiekolwiek sukcesy bardziej chodzi o możliwość spotkania z ludźmi i rozmowy.

  8. Cześć! Jestem pełen podziwu jak precyzyjnie wychodzi ten model!! Jak zrobiłeś, że tam gdzie chowają się wały śrub w poszyciu tak łagodnie schodzi się z poszyciem ?? Bo to wygląda jak by było oryginalnie wspawane?!! Te takie chowajki gdzie wbijają się wały w okręt. pozdr

    1. Dzięki za komentarz. element przyklejony do poszycia części podwodnej został sfazowany na krawędziach jeszcze przed wycięciem, tak aby miejsce styku miało grubość rozwarstwionego kartonu, a sam element został wyprofilowany kulką, tak, żeby uzyskać efekt obłości. Całość została przyklejona klejem BCG, a okolice dziur dostały po kropelce kleju CA od wewnętrznej strony otworu.

  9. Trzeba przyznać wydmuszka rufy podwodnej wygląda na dobrze wymacaną 😀 Sam efekt lakieru to raczej trochę wygląda jak malowane by było. I pytanie na zdjęciach widać taśmę klejącą 3M do czego ją używasz ?

    1. Dzięki stachw75 za komentarz. Tak ja piszesz rufowa część podwodna została rzeczywiście dopieszczona, bo chciałem uniknąć błędu z pierwszego podejścia, które zrobiłem po macoszemu i w pospiechu. Dno malowane nie jest 🙂 Taśmę 3M używam do aplikacji klejów i farbek. Wyciskam sobie BCG albo kropelkę CA na taki kwadracik i nie wsiąka on, dlatego mogę sobie drucikiem aplikować ten klej nie z tubki, ale właśnie z takiego niewsiąkliwego kawałka 3M.

  10. Śruby chyba powinny być tak ustawione, żeby kręcić się w przeciwnych kierunkach, choć nie wiem na której burcie powinno być w prawo, a na której w lewo.

    1. Ahoj Kondzik! Dziękuję za komentarz, cieszę się, że jest ktoś wśród obserwujących relację, kto pilnuje zgodności technicznej. Ja już niestety śruby przykleiłem i nie wiele mogę z tym coś zrobić, ale to cenna uwaga dla mnie jak i innych modelarzy, którzy dbają o takie szczegóły. Na pewno będę zwracał na to uwagę w przyszłości. Zaopatrzyłem się w plany modelarskie, bo zaintrygowałeś mnie budową nadbudówki. Właściwie tak przy okazji tylko napiszę (to już nie odpowiedź na Twój komentarz, tylko ogólnie), że praca z planami jest przeskoczeniem na wyższy lewel, ale nie wiem czy to dla mnie, żeby odwzorowywać każdy szczegół. Oczywiście nie mam nic przeciwko entuzjastom dopieszczania każdego elementu, tak aby był zgodny z techniczną historią danej jednostki, jednak uważam, że nadmierne modyfikowanie projektu przerasta moją satysfakcję, bo jednak nie chcę ugrząźć z projektem modelu na lata, po czym okazuje się, że w ciągu tych lat, kiedy budowałbym model wyjdzie nowe opracowanie na zupełnie nowych planach itp. itd. Jestem w stanie delikatnie „podrasować” jakiś element, ale wolałbym nie zagłębiać się znacząco, żeby nie utknąć. Myślę, że to jest sprawiedliwy punkt wyjścia między sklejaczy modelu, entuzjastów PMW, i zapalonych detailerów, którzy wyciskają więcej, a takie modele naprawdę, z apetytem się ogląda : ) Mam nadzieję, że moja relacja będzie sprawiała wiele radości, motywacji i nauki do podejmowania Naszej floty z lat jej świetności, bo warto, a przy okazji nie zostanę przysłowiowym „kozłem ofiarnym” między modelarzami, którzy chcą skleić, projektantami i wydawcami, którzy chcą sprzedać model „dla każdego” i zarobić, a entuzjastami replik 1:1. Staram się mierzyć siły na tyle ile umiem, a żeby nie wyjść jak „Zabłocki na mydle” będę skłaniał się pozostać wierny projektowi i zamysłowi autora zeszytu, ale (teraz kontynuacja odpisywania na komentarz) bardzo cenię opinie, które dostaję tu i prywatnie na e-mail lub FB. W następnym modelu na pewno poprawię błędy, które popełniłem z napędem, bo to moja wina, a nie autora zeszytu z modelem : ) W następnym, jak zdrowie dopisze : ) Pozdrawiam, Michał.

  11. zdjęcia robisz drobiazgowe, widać każdy detal i błędy 😀 nie chce się czepiać bo wychodzi kawał dobrej kartonowej roboty. Mam ten model w zaplanowanych, a fajnie byłoby zobaczyć efekt prac na żywo 😀

  12. hahaha, stachw75, obiecuję, że zdjęcia będą dokładniejsze, ale jeśli chodzi o błędy tego nie mogę obiecać 😉 ps. też wolałbym zaprezentować model na „żywo” niż tutaj, ale .. musiałby najpierw przepłynąć Bałtyk i bez uzbrojenia i taki niedorobiony na pewno nie wypłynie w pełne morze do Polski : )

  13. Teraz rozumiem co miałeś na myśli drobiazgowe zdjęcia. Nie, no powiem tylko tyle że jest spoko 😀

  14. Cześć,
    Jestem pod wrażeniem Twojej pracy modelarskiej, którą na tej stronie mogę obejrzeć. Jak dla mnie super czysto i dokładnie. Obserwuję z zainteresowaniem tą relację z budowy ORP Garland bo chciałbym podpatrzeć trochę warsztatu pracy i jak wyjdzie ten model oraz jak radzisz z napotykanymi trudnościami. Dla mnie modelarstwo kartonowe to prawie nowość, wcześniej sklejałem przede wszystkim plastikowe samoloty i śmigłowce w 1/72 ale po ponad 20 latach przerwy próbuję wrócić do starego hobby, tym razem w kartonie i okręty. Mam jednak pytanie dotyczące śrub napędowych. Być może się mylę albo źle widzę na zdjęciu, ale czy w przypadku dwóch śrub, L i P nie powinny być przeciwbieżne, tzn, obracać się w różną stronę? Pozdrawiam. Michał

    1. Ahoj Michał! Dziękuję za miły komentarz, zwłaszcza od imiennika heh. Staram się kleić model czysto, ale jeszcze bardziej staram się zachęcić modelarzy do próbowania sił z naszą Polską flotą. Oczywiście techniki tu zgromadzone są efektem wieloletnich eksperymentów i dążenia do tego co chce się osiągnąć. Ja niestety w pogoni za perfekcją zapomniałem, że ważniejsze od niej (czyste sklejanie itp.) jest dokończanie modeli, dlatego jeśli mogę podpowiedzieć Tobie, jako rozpoczynającemu przygodę z modelarstwem okrętowym w kartonie, to z całą pewnością kończenie modelu niezależnie od rezultatów dotychczasowej budowy, bo nic nie uczy pokory i konsekwencji jak ukończony model, nie ważne jak : )

      Odnośnie śrub, tak to mój błąd, wspomniał już o tym w jednym z komentarzy 'Kondzik’, napęd jest już przyklejony i mam bardzo słabe możliwości poprawienia tego na tym etapie, ale na pewno skorzystam z Waszych uwag w przyszłości : ) Dziękuję za komentarz

  15. Piękny tutorial lutowania.
    Może warto umieścić go dodatkowo w jakimś odrębnym dziale. Popieram brak pośpiechu bo model wychodzi bardzo efektownie. Żurawik to prawdziwy cymes.

    1. Hey jhradco! Twoja sugestia jest pewnego rodzaju planem.. Nie wyobrażam sobie wchodzić w szczegóły za każdym razem, choć lubię wyczerpać temat wizualnie jak i pisemnie. Wiele elementów w różnych modelach okrętów robię tak samo (co nie uważam, za jedyne słuszne rozwiązanie, bo modelarstwo to król wyobraźni wśród hobby : ) Np. podejmując w nadchodzącym tygodniu pontony będę robił je prawie tak samo jak w Gromie, podobnie z innymi elementami, które robię się tak samo w różnych jednostkach. Dlatego, żeby zabezpieczyć się przed każdorazowym ujawnianiem tej samej techniki w różnych okrętach, po prostu zacznę kontynuację działu „Technikalia modelarskie” (w wersji mobilnej strony nie widać „głównego menu”), raczej tworzę treść do długiego poczytania, a zdjęcia mają być w dużej rozdzielczości dlatego głównie skupiam się, żeby treść była lepsza dla „komputerowców” niż „smartfonowców”. W tym dziale będą wyróżnione konkretne techniki dla konkretnych elementów, np. „Relingi z drutu”, „Pontony i koła ratunkowe”, „Bulaje” itd. Sezon sklejania mi się kończy (jesienno-zimowy), na pewno będą nowe artykuły, które rozdrabniają szczegóły różnych epizodów z budowy, a wiosenno letnie wieczory są dla mnie przyjemne do tworzenia treści, zdjęć mam sporo z budowy Garlanda i Groma (jak innych niedokończonych), więc myślę, że na pewno dojdzie w tym roku kilka tutoriali, które mogą być zbiorem moich technik. Koniec sezonu nie oznacza końca relacji, będą rzadziej, zdecydowanie i raczej wezmę się za dokończenie 1-2 modeli przed nadejściem jesieni, a być może do jesieni WAK lub MM zaskoczą czymś miłym : ) pozdrawiam, Michał.

  16. Wspaniałe wykonanie prześledziłem z uwagą całą relację .
    Gratuluję ukończenia , model przepiękny ! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *